piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 3

 - Dziękuję, panie Dyrektorze. – powiedziała wstrząśnięta Hermionia wychodząc z gabinetu profesora Dumbeldoora.
 Była wstrząsnięta, wolała by jej rodzice tłumaczyli
jej to od samego początku: była córką Lorda Voldemorta, jej przyrodnia matka jest czarownicą (może dlatego zawsze miała
 fioła na punkcie tych świecidełek, o których
Gregor Granger nie miał zdania) a teraz jak któś się o tym dowie, dowie się cała szkoła. Choć jest ostatnią potomkinią
Slytherina była w Gryffindoorze. To wygląda na
 jakąś zmowe. Dziś po raz drugi, jako jedyna w historii Hogwartu założy przy wszystkich uczniach, Tiarę Przydziału która
zdecyduje ostatecznie, do jakiego domu będzi
e należeć.
 Hermiona nie zmieniła się tylko fizycznie, oprócz bardziej kobiecych kształtów, jej pogląd na dobro stał się troszkę
inny. Zawsze wiedziała że istnieje dobro i zło…
ale, w ostatnim czasie wbiła siobie myśl do głowy ,,Nie ma dobra i zła, jest tylko władza i potęga”. Nie była już tą
samą uczennicą wzorową i zawsze przygotowaną: od
 czasu do czasu nie interesowało ją to. Ostatnio idąc zamyślona potrąciła pierszorocznika, zamiast zatrzymać się i pomóc
 małemu powiedziała tylko:
 - Uważaj jak łazisz, gamoniu!
 Jej myśli chodziły co chwilę obok jej ojca. Po woli z jej marzenia zostania nauczycielem w Hogwarcie przekstałcały się
 na marzenie dorównaniu ojcu, największemu
Czarnoksiężnikowi na świecie. Chciała stanąć u jego boku, być wiernym śługą.
 Przestraszona Hermiona swoimi myślami, nie chciała wiedzieć co się dzieje wokół niej. Z dziwnego przeczucia które zmieniło
 się w strach, podwinęła rękaw na lewej
ręce i popatrzyła. Odetchnęła z ulgą, nie zobaczyła czarnego i przerażającego Mrocznego Znaku. Właśnie kierowała się w
stronę Wieliej Sali na kolację i uroczyste
 ogłoszenie w którym będzie domu.
 - Hej, Hermiono! – powiedział radośnie Harry obejmując… Ginny. Najwyraźniej szczęście im dopisało.
 - Czy wy… yyy… jesteście razem?
 - No tak…
 - Ile czasu?
 - Całe dwie godziny… – powiedziała Ginny uśmiechając się szczerze.
 Profesor Dumbeldoor powstał. Hermiona wstrzymała oddech.
 - Drodzy uczniowie! Dziś po raz pierwszy w historii Hogwartu, odbędzie się bardzo dziwne zdarzenie. Albowiem przez
 pomyłkę, Hermiona Granger musi po raz drugi
 założyć tiarę przydziału… Podejdź proszę, Hermiono… – Wstała od swojego stołu i ruszyła powolnym krokiem w strone nauczyciel

i. Bała się i wstydziła gdy setki par
 oczu były zwrócone na nią.
 Usiadła na stołku profesor McGonagla założyła jej z przerażoną miną tiarę. Po raz drugi cichy głosik:
 - Hermiona Granger? Nie mylę się? Ojj… kiedyś myślałam że jesteś inna. Złe myśli zastąpiły dobro w twoj…
 - Nie ma dobra i zła – powiedziała Hermiona wyrzucając z siebie kojące myśli. – jest tylko władza i potęga…
 - Przykro mi że tak muszę postąpić ale nie pasujesz już do Gryffindooru…
 - Slytherin! – krzyknęła na całą sale. Przy stole Ślizgonów wybuchły oklaski a Hermiona kierując się w tamtą stroną
zobaczyła kątem oka strapione miny nauczycieli.
 Hagrid tylko pokręcił głową, a pry stole Gryfonów, Puchonów i Ktukonów widać było strapione twarze jej kolegów i koleżanek.
 Usiadła koło Dracona Malfoya i Pensy
 Parkinson.
 - Siemka, Granger! To jak masz teraz na nazwisko? – zapyał Malfoy, kilka innych Ślizgonów nachyliło głowy by lepiej słyszeć.
 - Riddl… – odpowiedziała cicho tak że słyszał tylko Draco. Nie odsunął się od niej, uśmiechnął się i powiedział:
 - Draco Malfoy. -  wygiągnął ręke w jej kierunku. – Sądze że teraz można zacząć wszystko od początku, skoro jesteśmy w
 tym samym domu a Snape mnie wyznaczył abym
 ci wszystko wytłumaczył…
 - Hermiona Riddl. – powiedziała uśmiechjąc się nikle i ściskając ręke Dracona. Po kolacji razem z wszystkimi Ślizgonami
 do Pokoju Wspólnego.
 - W Slytherinie nie prowadzimy takiego trybu życia jak u was. Troche luzu i imprez, Snape jak na razie nam na to pozwala.
 Najważniejsze osoby, takie jak ja albo
 ty, mają swoje prywatne dormioria. W wolnym czasie nie siedzimy w bibliotece jak kołki tylko wykorzystujemy go…
 aby się nie nudzić. Tutaj będziesz spać, twoje
rzeczy czekają tam na Ciebie. Jesli będziesz chciała coś się zapytać mieszkam na przeciwko Ciebie. To dobranoc, Hermiono…

 - Dobranoc, Draco… – powiedziała, w odpowiedzi na wyraz ,,Draco” uniusł wysoko brwi i wszedł do siebie.
 Hermiona nie mogąc uwierzyć co się stało, położyła się myśląc że kiedy się rano obudzi okaże się że to wszystko były tylko
 pięknym snem…
 A jednak! Nie każdy ma piękne i udane życie, ale czy ten pech mógł się przydarzyc tylko Hermionie Riddle? Chyba wiele
dorosłych jest nie jest tak pobłażliwych i
 nie przekazjuą prawdy do uszu swoich dzieci…

 Draco siedział w swojej sypialni i rozmyślał…
 Cholera czy ona musi być taka ładna? Zapytał siebie w myślach. Teraz zrozumiał, czemu jego wzrok niepostrzeżeniekieruję
 się w jej stronę. Była naprawdę ładna.
 Jej usta w kolorzedojrzałych malin, wręcz zachęcały do złożenia pocałunku. Brązowe oczy,z bystrością i uśmiechem patrzyły
 na otaczający świat, a policzki, naktórych
od chłodu pojawił się rumieniec kusiły niczym zakazany owoc…Nie wiedział dlaczego ona tak na niego działa, do niedawna była
zwykłą szlamą i niewiedział w niej nic
 nadzwyczajnego.
 To przez twojego ojca głupi, to on zabraniał Ci tej przyjemności, nie pamiętasz? Sam na to niedawno narzekałeś…
 No tak, może masz rację. Pomyślał Draco myśląc co takiego powiedział ten głosik w jego głowie. Ale czy ona wybaczy mu te
pięć lat spędzonych wrogo? Zobaczymy co
 czas pokaże…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz