poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 1

Misto: Londyn
 Ulica: Grass Stret
 Dom numer: 24


 A w nim, mieszkała (nie)zwykła dziewczyna. Nazywała się Hermiona. Siedziała w swoim pokoju, który odznaczał się wyglądem
 i zawartością od innych
pokoi nastolatek. Na biurku leżał stos gazet, na których ludzie poruszali się. Obok jej dużego łóżka stał otwarty kufer
 a w nim księgi z zaklęciami, kociołek,
 rózdżka,  teleskop, szklane fiolki, waga z odważnikami i czarne szaty z godłem Gryffindooru, Gryfem. Ona, leżała na
 schludnie zaścielonym łóżku z nogami w górze
czytając Standardową księge zaklęć (6 stopień) Mirandy Goshawk. Po powrocie z ulicy Pokątnej nie mogła oderwać oczu
 od swoich nowo zakupionych książęk. Już jutro wróci
 do swojej ukochanej szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Miała tam trójkę wspaniałych przyjaciół: Harry’ego
 Pottera, Ginny i Rona Wesleya. Harry: chudy, niski i
 czarnowłosy młodzieniec z charakteryskyczną blizną w kształcie błyskawicy. Ginny i Ron: rodzeństwo. Oboje mieli
 włosy koloru rudego, nie byli zgodnym rodzeństwem ale
 za to każde z osobna miało swoje wady i zalety. Ginny: spokojna i miła dziewczyna z długimi włosami. Ron: zazdrosny
 o wszystko, śmieszny i lękliwy. Choć wszyscy się
 tak od siebie róznili, łączyła ich przyjaźń.
 - Hermiona! Zejdź na dół! Michael do Ciebie przyszedł!
 Hermione zamurowało – Michael O’Connor jest jej chłopakiem. Już od dawna wiedziała, że ten związek nie ma sensu. Ona –
 utalentowana Czarownica, On – zwykły Mugol,
 który nie miał pojęcia, że na świecie istneje coś takiego jak Magia. Nie mieli, wogóle o czym rozmawiać, w ostatnim czasie
 wogóle się nie dogadywali. Z resztą, taki
 związek nie ma sensu gdy ona wyjeżdża na cały rok szkolny, tłumacząc się że Rodzice specialnie posłali ją do szkoły z
Internatem. Nudziło ją to okłamywanie, ale nie
 chciała z nim zerwać, nie chciała powiedziać mu tego prosto w oczy bo wiedziała że on ją Kocha i ona zada mu ból, zrywając z nim. Więc chodziła z nim na przymus.
 Odliczała, przedłużające się dni do końca wakacji.
 Niechętnie zszeszła na dół. Widząc wielce uśmiechniętą twarz prystojnego blondyna zrobiło jej się go
 żal. Był ubrany w luźne Jeansy i lekko przydużą koszulkę a w
 ręku trzymał przepiękną czerwoną różę. Chciał się przyzwoice pożegnać, po prostu. Hermiona zauważyła
kątem oka że mama ulotniła się ukradkiem do kuchni. Michael
podszedł do niej pocałował i w policzek.
 - A to dla Ciebie. – powiedział dając jej różę. Była mile zaskoczona, ale co z tego jeśli go nie kochała?
 - Eee… Dzięki. Może pójdziemy na spacer?… – zapytała z nadzieją w głosie. Po chwili dodała… – Bo wiesz chciała bym ci coś powiedziedzieć, wytłumaczyć. –
 On kiwną głową, odwrócił się otworzył drzwi, odchylając się troszkę by Hermione przepuścić przodem.
 Chodząc długimi i oświetlonymi resztkami promieni słonecznych
wychychylających się zza chmur Hermiona powiedziała:
 - Wiesz, w ostatnim czasie, myślałam nad nami… – powiedziała rozwlekając każdą chwile. – Nie wiem
 czy to ma sens. Ja wyjeżdżam, nie będziemy się widzieć przez
cały rok. Nie mam pojęcia nawet czy będe tu wracać na święta, ale chyba nie. Listy to nie wszystko
po prostu myślę że ten związek nie ma żadnych szans na przetrwanie. Więc…
 - Chcesz przez to powiedzieć że… zrywasz ze mną?
 - Czekaj! -powiedziała bo zauważyła że Michael chce odejść – To nie tak jak myślisz! – powiedziała,
ale on już odszedł ze spuszczononą głową wpatrując się w czubki
 swoich butów.


***

 Ranek, Hermiona właśnie zakładała szybko ubranie by jak najszybciej spotakć się ze swoimi przyjaciółmi. Po zjedzeniu
śniadania szybko włożyła buty i wyszła na dwór.
 Tata już włożył do bagażnika samochodu jej kufer i klatkę z burającym się Krzywołapem – jej kotem. Wsiadła do samochodu i ruszyli w drogę.
 Jadąc, czuła że czym bliżej jest stacji King Cross, tym jest coraz bardziej ciekawa co się dzieje u jej przyjaciół i że coraz bardziej za nimi tęskni. Pamiętała że
 zawsze wszystkie dziewczyny, zazdrościły jej znajomości z Harry’m Potterem, ale ona nigdy nie była w nim zakochana. Wiedziała że jest przystojny i miły, ale to nie był
 jej ideał chłopaka. Chciała takiego który odmieni jej całe życie, z sercem z lodu, a ten lód ma rozpuścić jego iłość, jego do Hermiony. Ma być romantyczny, nie musi być
 wielce przystojny.
 Właśnie dojechali na miejsce. Tata Hermiony w pośpiechu wyciągnął z bagażnika kufer, a mama odciągnęła Hermionę na bok. Włożyła ręke do kieszeni i wyciągnęła kopertę.
 Wcisnęła oszołomionej Hermionie w ręce i piowiedziała:
 - Tylko nie wspominaj tacie o tym że Tobie to dałam. Nie otwieraj tego tutaj! – dodała półszeptem Emily Granger (tak się nazywała jej matka), ponieważ zauważyła że
 Hermiona chce odpakowac paczuszkę. – Zobaczysz to w pocią… No to, trzymaj się Kochanie i udanego semestru! – powiedziała mama Hermiony już normalnym głosem ponieważ
nie chciała żeby tata coś zauważył.
 - Do widzenia córeczko… – powiedział jej tata. Pomachała im na pożegnanie i przeszła przez zaczarowane przejście między peronami dziewiątym i dziesiątym, uchwytując
po raz ostatni smutnie uśmiechnięte twarze rodziców….
 - Hermiona! – usłyszała krzyk, nim sie odwróciła poczuła że jaj przyjaciółka Ginny Wesley już się do niej przytula.
 - Ginny! – odkrzyknęła Hermiona i również przytuliła przyjaciółkę. Kątem oka zaobaczyła że za nią stoją dwaj chłopcy. Jeden wysoki, przerażliwie chudy i
rudy młodzieniec a obok niego czarnowłosy troszkę niższy… już prawie męszczyżni. Zajeli wolny przedział. Hermiona tak pochłonięta rozmową z przyjaciółmi zapomniała
 o kopercie…
 - O Święta Trójca w komplecie! Wiedzie że ktoś się do was przyłączył! Następna wiewiórka… – dodał złowieszczym tonem Malfoy patrząc się na Ginny.
 - Zabierz z tąd swoją gębe, Malfoy, psujesz wystrój. – powiedziała Hermiona przeciągając sylaby tak jak to robił Dracon. Harry, Ron i Ginny wybuchneli smeichem a
Ślizgon poczerwieniał ze złości.
 - Lepiej uważaj, Granger! Twoja krew jest zbyt czysta, abym mógł Ci coś zrobić! – skinął na swoich goryli i razem opuścili przedział.


 Po uczcie powitalnej Hermiona odprowadziła pierszoroczniaków do Dormitorium Gryfonów, a później poszła się położyć. Długo nie mogł zasnąc rozmysljąc nad słowami które powiedział
 Malfoy ,,Twoja krew jest zbyt czysta abym mógł Ci coś zrobić!” Bo co to może znaczyć? Mógł po prostu z niej szydzić że ma rodziców mugoli. Ale w tekiej sytuacji powiedział by
 coś o Szlamie… nagle przypomniała sobie o kopercie którą dała jej mama na peronie! Wygramoliła się szybko z łóżka i wyciągnęła z torby kopertę. Otworzyła ją i zawartośc wyrzuciał
 na poduszkę. Był to list i… łańcuszek razem z przywieszką w kształcie serca. Na nim wygrawerowane były jej iniciały. Otworzyła a w środku… pustka. To tak jak z jej sercem
. Chwyciła list i przeczytała:

Hermiono!
 Chciałam ci podarować ten naszyjnik, tata zawsze scepytcznie odnosił się do tych moich starych nawyków, wiec lepiej by było żebyśmy tylko my o tym wiedziały. Ten
 naszyjnik jest bardzo stary, nosiła go twoja babcia, ja i teraz ty. Do środka włóż zdjęcie tej osoby którą kochasz i na zawsze pozostanie w twoim sercu. Jest tylko
jedna próba. Nie pozwól by jakiś chłopak, mógł to spokojnie obejrzeć. To jest tylko część prawdziwej Tajemnicy…
                                                                Twoja Mama

Hermiona sopjrzała jeszcze raz na list i naszyjnik. Z mętlikiem w głowie zasnęła…

*******************************************************************************************************************************************************************************i to narazie koniec 1 rozdziału

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz