poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 2

Następnego ranka Hermiona obudziła się wyjątkowo wcześnie. Gdy zobaczyła że pozostałe jej współlokatorki jeszcze śpią, postanowiła wstać po cichutku i ubrać się. 
Otworzyła swoją szafę i… szok. Teraz się dopiero przeraziła na widok swoich ubrań. Zmieniła się, i to bardzo jak na taką pospolitą kujonkę. Mimo to doszła do wniosku 
że… lepiej ubrać torszkę krótszą spudniczkę i lekki makijaż. Po ubraniu się zobaczyła że Samanta i Levander juz nie śpią tylko gawędzą między sobą. Hermiona rzuciła
 w nie poduszką i zapytała:
 - Jak wyglądam? – Reakcja dziewczyn była natychmiastowa. Wymieniły między sobą znaczące spojrzenia i Levander zapytała:
 - Hermi, dobrze się czujesz? 
 - No, jasne! – odparła głosem pełnym nieukrywalnym entuzjazmem. Uśmiechnęła się szeroko do koleżanek.
 - Jak tak to dobrze. Świetnie wyglądasz! – powiedziała Sam odwzajemniając usmiech. Hermiona wzięła torbę i ruszyła ku wyjściu z sypialni dziewczyn. 
 W Wielkiej Sali przy stole Gryfonów zobaczyła dwie charakterystyczne postacie, które żywo rozmawiały. Harry i Ginny siedzieli obok siebie a troszeczkę dalej siedział
 obrażony Ron. Podeszła do nich i zajęła miejsce obok Harry’ego.
 - Cześć! – powitała ich. 
 - Cześć… – powiedziała smętnie Ginny nie zwaracając uwagi na nowy ubiór Hermiony.
 - Co sie stało? – zapytała Gryfonka.
 - Chodzi Ci o Ronalda? – zapytała Ginny a Hermiona przytaknęła głową. – Jest wściekły jeśli chodzi o drużynę Quiditcha. Rozmawiając sobie z Harry’m nie zauważyliśmy
 jak podszedł do nas Ron. Wtedy powiedziałam że w tamtym roku bronił beznadziejnie ale w ostatnim meczu mu się udało. Bo miał szczęście. Niestety jak to usłyszał nie 
chciał słuchać żadnych tłumaczeń, nam chodziło o McLaggena, tego czubka. No ale mało ważne, przecież ty niedługo masz urodziny! I to siedemnaste, wiesz musimy zrobić
 jakąś impreze! Przecież dziś jest 6 września to zaostało nam… o Boże tylko sześć dni! Hermiona wiesz ja muszę lecieć się coś spytać… miłego dnia! – odeszła a Hermiona 
zwróciła się do Harry’ego.
 - Co słychać? 
 - Aaa tam… same nudy. Chyba że Hermiono…
 - Tak?
 - Ty jesteś dziewczyną, ty rozumiesz ich zachowanies. Możesz mi coś powiedzieć?
 - Pewnie.
 - Bo ja dziś zauważyłem że… To znaczy idąc z Ginny na śniadanie zauważyła nas Cho.
 - No to co? Przecież Ginny to twoja przyjaciółka…
 - Wiem, niby nic by mi nie powiedziała ale, nie wiem czy Ginny zrobiła to specialnie ale ona… ona mnie pocałowała. Teraz czuję się głupio w stosunku do nich dwóch
 mimo że normalnie z Ginny… Ale, Hermiono, jest coś jeszcze gorszego. – dodał. – Cho powiedziała mi że nie chce mnie znać i to nas łączyło już przestało być prawdziwe.
 Co ja mam zrobić? 
 - Wszystko jasne. – odpowiedziała pewnie Hermiona. – Ginny mi się wiele razy zwierzała, mówiła mi w tajemnicy że się jej podobasz. Ale nie mów że Ci o tym mówiłam.
 Więc jest tylko jedno rozwiązanie: chciała skłucić Ciebie i Cho  a później się do Ciebie zbliżyć. To znaczy, żebyście wy razem chodzili. 
 - Ale ona też mi się podoba. Jest fajna, miła, śmieszna. To nie jest to co Cho, ona… ja chyba przez tą sytuacje zakochałem się w dwóch osobach na raz. 
 - Harry, poczekaj. Posłuchaj głosu serca. Zbyt pochopnie to wszystko zaczęłeś. Ale… – urwała bo właśnie nadeszła profesor McGonagall rozdając nowe plany zajęc 
dla różnych klas. 
 - Panna Granger, panna Granger… – mówiła sobie pod nosem szukając odpowiedniego planu. – Proszę… – powiedziała podając jej kartkę z całym zaplanowanym dniem. 
 - Dziękuje! – zawołała i wyszła juz z Wielkiej Sali. W drodze na lekcje numerlogi poczuła jak nogi same prowadzą ją w strone lochów. Zobaczyła wielkie drzwi które 
pojawiły się w ścianie. Były wyróżniające się od innych drzwi w Hogwarcie: wileke, z brązu, z różnymi złotymi szczegółami. Były tak piękne że można było je nazywać
 ,,Drzwiami do Nieba”. Hermiona wyciągnęła ręke, aby uchwycić klamke. Wiedziała że nie powinna tego robić, za jakieś 5 minut będzie dzwonek. Albo spóźni się na lekcje
 ablo wogóle z tamtąd nie wyjdzie. Ciekawość wzięła górę. Jednym ruchem ręki nacisnęła klamkę i poczuła że drzwi się otwierają. Straciła świadomość tego co zostawiła
 za drzwiami. Ujrzała pomieszczenie średniego rozmiaru. Było całkowice puste. Ściany były oświetlane różnymi kolorami.
 Wydawało się że to świtatło powstaje z powietrza.
 Najmniejszym i najjaśniejszym źródłem swiatła była… Myślodsiewnia. Hermiona zdezrorientowana wyciągnęła różdżkę
 i szturchnęła nią zawartość misy. Lekko zadrżała…
 Pochyliła się nad nią dotykając jej zawartości twarzą. Czuła że ją coś wciąga, próbowała stawić opór ale mięśnie odmówiły 
jej posłuszeństwa. 
 Poczuła że staje na twarde glebie. Rozejrzała się dookoła. Znajdowała się w całkiem nieznanym jej miejscu. Był to kolisty
 pokój, bardzo staroświecki. 
Roiło się tam od Auntentyków i różnych czarno magicznych rzeczy. W jednej rozpoznała ręke Glorii… w tym monencie do 
pomieszczenia wbiegła przestraszona
 kobieta z dzieckiem na rękach. 
 - Emily! Emily, jesteś tu? – zapytała przestraszona brązowowłosa matka. Była ubrana w najgorsze łachy. Z sąsiedniego 
pokoju wyszła… jeakieś 15 lat młodsza
 Emily Granger. Matka Hermiony! 
 - Co się stało? Co ty tutaj… 
 - Proszę Cię… On zaraz tu będzie, wież i zaopiekuj się Hermioną, on ją chce zabić. Uwierz mi, on się niedawno dowiedział 
że to jego córka.
 - Riddl? Tom chce zabić Hermionę? Nie wi…
 - No to uwierz! Zaopiekuj się nią, to ostatnia rzecz o jaką Cie proszę…
 - No dobrze. – powiedziała Emily biorąc małe dziecko na ręce. Błysnęło niebieskie światło a Hermiona  ponownie  pojawiła
 się w pomieszczeniu. Gdy wyszła zadzwonił 
dzwonek, a ona pobiegła na lekcje numerologii…
 Następne mieli Eliksiry, zgodnie z tradycją były one ze Ślizgonami. Nic się nie zmieniło, Snape taki jak zawsze parszywy,
 wredny i okrutni a Ślizgoni nie lepsi.
 Choć drażniło ją zachowanie Dracona Malfoya. Oprócz wrednych uśmieszków, wego wzrok był cały czas wlepiony w Hermionę…
 
 ,,To jest nie możliweabym była jego córką. Przecież zawsze rodzice… Emily i Gregor Grenger zawsze jej powtarzali że jest
 ich córką. Może chcieli ujryć przed nią 
straszliwą prawde, co z tego by wynikało że jej przyrodnia matka jest czarownicą. Jest córką największego czarnoksiężnika
 znienawidzonego przez cały świat – 
Lorda Voldemorta i jest… chyba czystej krwi. Jaka będzie prawda? Czas pokaże…”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz