- Dobry wieczór panie profesorze… – powiedziała Hermiona przestąpując próg gabinetu Snape’a. Rozejrzała się dookoła.
Gabinet wyjątkowo nudny jak na profesora
Eliksirów; kilka słoiczków na półkach z niewiadomo czym, biórko obszarpane a obok niego dwa liche krzesła. Niczym
się nie dziwić że ma taki gust skoro mieszka
w lochach.
- Dobry wieczór, panno Riddle… albo Granger do wyboru do koloru. – powiedział profesor z jadowitym usmieszkiem na twarzy.
Szczerze, to na tą chwilę był przerażający
. – Siadaj. – dodał widząc że oniemiała Ślizgonka stoi na środku gabinetu bez celu wpatrując się w profesora. – Profesor
Dumbledoor, poprosił mnie abym przekazał Ci
wiadomość.
- Tak, panie profesorze?
- Otóż widzisz, jak sama widziałaś to wspomnienie, po krótkim czasie Emily Granger zaadoptowała Cię. Twoja biologiczna
matka, nie żyje co na pewno wiesz. – w oku
Hermiona zaczęła kręcić się łza mimo wizji jak chciała ocalić Hermiona przed Tom’em nie dało rady się nie wzruszyć. –
Przybrałaś wtedy nazwisko Granger, jak Ci
pasuje możesz zostać przy Riddl, a możesz zmienić na Granger. Wybieraj. – rozkazał Snape.
Nazwiska sporo pozmnieniały w jej życiu. GRANGER – zawsze była grzeczną i udaną kujonką. RIDDLE – poznała się wreszcie
na życiu, i Malfoy’u.
- Nie, chyba zostane przy Riddle, panie profesorze.
- Wybór należy do Ciebe… A teraz jeśli się zdecydowałaś podpisz się już SWOIM wybranym nazwiskiem. – powiedział podsuwając
jej kwałek pergaminu i pióro. Hermiona
złożyła szybko autograf o treści „Riddle” i zapytała:
- To już wszystko panie profesorze?
- Tak, myślę że tak, panno Riddle…
- Dobranoc, panie proserorze. – powiedziała Hermiona ulatniając się szybko z gabinetu nie pozwalając profesorowi na
odpowiedź.
Idąc opustoszałymi korytarzami, zerknęła na zegarek. Była 18.23. Aż się wierzyć nie chce że siedziała tyle czasu u Snape’a.
Jej uwagę przyciągnęło duze ogłoszenie z nagłówkiem:
„Romeo & Julia”
Podeszła bliżej i przeczyała:
Drodzy uczniowie!
Serdecznie mam zaszczyt ogłosić że w naszej szkole odbędzie się przedstawienie pod tytułem „Romeo & Julia” z powodu
dnia Mugolskiego organizowanego przez profesor
McGonagall. Chętnych do udziału w tym przedstawianiu prosimy zapisywac się u opiekunów swoich domów. Tak zwany Casting
odbędzie się w najbliższą środę o godzinie
12.00 w Wielkiej Sali. Uczniowie którzy się zgłoszą automatycznie są zwolnieni z końcówki lekcji.
O więcej informacji proszę zgłosić się do profesor McGonagall.
Z poważaniem Albus Dumbledore
Hermiona zaczęła się śmiać. Nie wiadomu z akiego powodu ale wybuchła nie pochamowanym śmiechem. Teraz gdy była Ślizgonką
wszystkie szczegóły ją bawiły. Dawniej
potraktowała by to bardzo poważnie. Taki dzień Mugolski i przedsawienie to jest coś! Blee… (przepraszam Cię O Qrchucku,
nasz tajny kod:)) Teraz mogła takie pomysły
tylko wyśmiać…
Chichocząc jak nie opętana wariatka poszła w kierunku pokoju Wspólnego Ślizgonów. Podała hasło „Czysta Krew” i przeszła do
pokoju.
Nadal uśmiechając się szczerze opadła na kanape tam gdzie siedziała przedtem. Popatrzyła na Malfoya i ponownie nie mogł
powstrzymać chichotów.
- Co Cię tak bawi? – zapytał Draco przyglądając się swoim smukłym palcą.
- Dambeldore, cała ta szkoła i Romeo & Julia. – odpowiedziała Hermiona. Draco popatrzył na nią zdezorientowany i zapytał ponownie:
- Co, takiego?
- Dumbledore, wymyślił przedstawienie z powodu „dnia Mugolskiego” pod tytułem „Romeo & Julia”. To naprawde bardzo
wzruszając opowieść… a wybierać aktorów będą w
najbliższą środę o godzine 12.00. Wiesz jak chcesz się zgłosić to ja cie nie zatrzymuje, nie wiem czy zdążysz, będzie
tyle kandydatów… – zaczęła juz żartować
Hermiona. Rzucił w nią poduszką od kanapy i powiedział:
- Romeo i Julia? Co to znowu za debilstwo?
- Taka sztuka mugolska…
- Już nic więcej nie mów bo ja znam mugoli na wylot.
- A co? Chcesz się zgłosić, na Romea?
- Oszalałaś! Chcem tylko sprawdzić czy bedzie warto to oglądać…
- Za dużo gadania na taką głupotę. Szczerze mówiąc jak bym jechała na feria do domu to z chęcią moge przywieźć Tobie tą
książke. Jest taka interesująca… –
powiedziała Hermiona udawanym rozmarzyonym głosem, przewracając teatralnie oczami. – Dobra, odrobiłeś zadanie domowe
z Obrony Przed Czarną Magią? Choć nie wiem
po co na to…
- Ooo, a co? Panna Ja-Wiem-To-Wszystko zapomniała odrobić zadania?
- Nie gadaj Malfoy, tylko dawaj. Nie mam cierpliwości zwłaszcza po tym…
- A co dostane w zamian?
- Nie wiem. Może dam Ci przepisać pracę z Transmutacji? – Malfoy pokręcił głową.
- Z Eliksirów?
- Z Numer… zapomniałam ty nie masz Numerologii. To…
- Za buziaka – wyrwał Malfoy.
Hermiona popatrzyła na niego krzywo. Rozjerzała się po (o dziwo!) opustoszałym Pokoju Wspólnym i popatrzyła po
raz kolejny na Malfoya, który, jak zwykle, uśmiechał
się szyderczo.
- W policzek.
- W takim razie, jak całujesz w policzek to odrazu poczuj się jak byś się żegnała z zadaniem a witała z nowym, wielkim
N…
- To jest zwykły szantaż…
- Dokładnie.
- Yyy… a może, coś innego? – zapytała z nadzieją w głosie a on pokręcił po raz drugi głową. Skrzywiła sie i nie
odrywając oczu od Dracona siedzącego na drugim końcu
kanapy zaczęła się przybliżać po woli.
Gdy znaleźli się już bardzo blisko siebie Hermiona poczuła przyjemne dreszcze które co chwila przechodziły jej przez ciało.
Oboje poczuli jakby wielką tęskonte do tego, choć jeszcze nigdy nie przydarzyło mi się stać na takiej bliskiej odległości.
Zarówno on jak i ona poczuli słodki smak
na ustach. On i ona pragneli tego.
Całując się chwilkę Dracon poczuł że może wykorzystać sytuację i wsnunał swój język do jej ust… Hermiona powoli odchyliła
się i popatrzyła na niego.
Jego mina natychmiastowo się zmieniła, z drwiącego usmieszku goszczącego cały czas na jego ustach nie było, istnialo
jedynie zadowolenie i pragnienie powtórzenia
tego jeszcze kilka razy.
- To, jak? – zapytała Hermiona, mając nadzieje że to wystarczy na pokrycie długu za danie spisania zadania domowego z
Obrony Przed Czarną Magią.
- Leży tam na stole obok twojego podręcznika do Transmutacji.
- Dzięki! – powiedziała zadowolona że sprawe Obrony Przed Czarną Magią ma już za sobą. – To jak przepisze to przyniose Ci.
Gdzie będziesz?
- U siebie, zaraz tam ide. – powiedział podnosząc się z miejsca.
- Dobra. – dopowiedziała zakańczając dyskusję i kierując się do swojej sypialni.
***
(Środa)
– Wiesz jakoś dużo osób się zgłosiło, na ten Casting tylko że żadna z nich nie była dobra. Rzadko, naprawdę bardzo żadko
zgłaszją sie osoby ze Slytherynu.
Miom że na razie wybraliśmy Pensy Parkinson i Cormaca McLaggena, na głównych aktorów…
Draco i Hermiona, przechodząc usłyszeli urywek rozmowy profesor McGonagall i profesor Sprout. Równocześnie wybuchneli
śmiechem na widomość kogo uczynili.
Profesorowie odwrócili się natychmiast i ich oczom uakzał się roześmiany od ucha do uch Ślizgon i Ślizgonka.
- Dzień dobry, panie profesor. – powiedzieli również równocześnie co wywołało nową faze śmiechu. Profesor McGonagall jak
by się nad czymś zastanawiała.
- Ach tak.
- Co sie stało Minervo? – zapytała Sprut. Hermiona i Draco przystaneli i miny im zrzedły gdy profesorka powiedziała:
- Oni doskonale się nadają na Romeo i Julię.
- My… yyy… nie chcemy… – próbował jakoś tą styuację wytłumaczyć Draco ale McGonagall go uprzedziła.
- Zgłości się dziś do mnie do gabinetu. Dzisiaj środa, więc Ślizgoni mają wolne popołudnie. Zrobimy małą próbę. – pwoedziała
i jak najzwyczajnie w świecie odeszła.
- O Cholera! – warknął Draco kiedy szli dalej korytarzem.
- Co Ci jest?
- Co Ci jest? Hermiona, przecież oni chcą abyśmy grali tych porąbanych… jak oni mają? Romeo i Julia? – zapytał Draco
przystawając.
- Chyba ich powaliło – stwierdziła Hermiona, łapiąc Dracona za łokieć i popychając aby szedł szybciej…